niedziela, 15 września 2013

Rozdział 1, cz. 2

*tydzień później*

Shannon

Siedząc na lekcji zastanawiałem się czy Lee już zaczęła spowitemu chodzić do szkoły. Wiem tylko, że od czwartku była w domu, ale miała jeszcze leżeć.
Przez to, że dzisiaj podwiozła nas mama, albo inaczej byśmy się bardzo spóźnili, nie mieliśmy szansy jej poszukać. Musiałam ją przeprosić, za to co się stało. Osobiście nie czułem potrzeby tego robić, ale tak kazał mi Jared. W środku zajęć dostałem sms'a od Jareda : ''Wróciłam, radzę Ci się nie zbliżać, nie w sumie po coś mam glany... To będzie piękne :')- Kochana Natalie.'' Musiałem zaryzykować, najwyżej później ''podziękuję'' Jaredowi.
Oczekiwanie dzwonka na koniec lekcji dobiegło ku mojemu zdziwieniu bardzo szybko. Po wyjściu z kasy od razu zobaczyłem rozbawioną Lee. Miała na sobie czerwone glany, czarne rurki i w połowie czarną koronkową bluzkę.
- Musimy pogadać.- oznajmiła i pociągnęła mnie za rękę. Jak się okazało poszliśmy do jakiejś starej sali.
- O co chodzi?- Spytałem gdy się zatrzymała i mnie puściła.
- Jest taka plotka, która powstała przez ciebie i która jest na temat mnie. Dokładniej to ''puszczam się na prawo i lewo''. Za karę, będziesz udawać mojego chłopaka przez miesiąc może dwa. A jak już wszystko ucichnie to zerwę z tobą bo mnie zdradziłeś.
- A wybaczysz mi?
- Tak.
- Powiedz mi jeszcze jedno. Co z seksem?
- Ja z tobą pić nie będę, więc ze mną nie ma szans. Co do innych lasek twój interes.
- Wchodzę w to.- moja zgoda wywołała u niej uśmiech, taki śliczny uśmiech.- Wyszliśmy z sali, trzymając się za ręce, ludzie się na nas dziwnie patrzyli. Szczerze to fajnie to wyglądało.- Będziesz dalej dawać te korki?
- A co?
- Musisz wszystko wiedzieć?- przytaknęła- Jak będę miał 6 z najbliższego tekstu z matmy to dostane nową perkusję.- wyjaśniłem idąc z nią przez korytarz.
- Ile ma ta stara?- właśnie zbiła mnie z tropu.
- Jakieś 3 lata.
- Moja ma 3 razy tyle.- powiedziała nie udawanym smutkiem.
- Grasz?- znowu przytaknęła- Dobra, jak będę miał te 6 to oddam ci moją i do tego do końca roku będę miał korki gratis, ok?- wysunąłem rękę w jej stronę.
- Stoi.- uścisnęła moją dłoń.- Miło robi się z tobą interesy.
- Jakie interesy?- Spytał Jay wieszając się na naszych ramionach.
- W domu ci powiem.

**

- O której przyjdziesz?- spytałem pod drzwiami jej domu.
- Dzisiaj u mnie.
- Czemu?
- Rodzice jadą w delegację, a ja bidna muszę zająć się rodzeństwem. Przyjdź za jakieś pół godziny i powiedz, że wrócisz późno.
- Późno?- kolejne pytanie z mojej strony, to było dziwne. Zazwyczaj zgadywałam o co chodzi i miałem rację, a tu nic.
- Czy ty nie myślisz? W piątek masz test. Za pół godziny, zapamiętasz? Czy może zadzwonić i przypomnieć?- chyba ją zirytowałem.
- Zapamiętam. - chyba, zapamiętam. ''Shannon wyjdziesz na debila jak nie zapamiętasz'' rozmowa z sobą w myślach zawsze spoko.- Mam coś wziąć?
- Jeżeli mówiąc ''coś'' masz na myśli alkohol, to nie. Książkę i zeszyt od matmy. Coś jeszcze?
- Tak. Czym zajmują się twoi rodzice?
- Są dziennikarzami, którzy kochają się przeprowadzać. - uściskałem się z nią na pożegnanie po czym poszedłem w stronę mojego domu. Wziąłem to co musiałem, a resztę rzuciłem do pokoju. W domu nie było nikogo, więc wziąłem kartkę i długopis na której nabazgrałem '' Jestem u Natalie. Nie wiem kiedy wrócę.- Ten najbardziej przystojny w rodzinie.''
Stałem po drugiej stronie ulicy, czyli naprzeciwko domu Natalie. Miałem przechodzić, ale zobaczyłam jak ona i jej młodsze rodzeństwo żegnają się z rodzicami, nie chciałem zepsuć im tej chwili. Lee uśmiechnęła się do mnie i wzięła na ręce swoją siostrę, która miała około 5 lat. Po wyrazie twarzy małej było widać, że zaraz zacznie płakać. Gdy samochód ich rodziców odjechał przeszedłem do domu. Drzwi były otwarte na rozcież, więc uznałem to za zaproszenie.
- Hej, daj mi 5 minut. - usłyszałem jak przekroczyłem próg - Położę smerfy i zaczniemy. Chyba było by miło jak byś ich poznał. To jest Julie.- wskazała na już płaczącą dziewczynkę o blond włosach -To bliźniaki, Eli i - tym razem przesunęła palec na bąbla w różowej piżamce, a następnie na chłopca w niebieskiej. - Lu.
- Okej, chyba zapamiętam.- uśmiechnąłem się blado.
- Zostań z nią chwilę, tylko pod żadnym pozorem jej nic nie obiecuj. - Przekazała mi Julie, a sama poszła z maluchami do ich pokoju. Usiadłem z Julią na sofie.
- Jak masz na imię?- spytała, kombinując jak najwygodniej usiąść na moich kolanach
- Shannon.
- Dziwacznie te twoje imię.- stwierdziła po czym zadała kolejne pytanie. - Ile masz lat?
- 17, a ty?- nie wiem czemu, ale czułem się dziwacznie.

- 5.- jak widać dobrze strzelałem.
- Zagramy w łapki?- spytałem, po kilku minutach. Mała się zgodziła, graliśmy tak do chwili gdy Natalie nie wysłała się do kąpieli.
- Nie utopi się?- Spytałem jak Lee zaczęła przeglądać moje książki.
- Raczej nie, za 20 min ją wyciągnę i położę i wtedy zaczniemy, ok?
- To co robimy?
- Prawda czy wyzwanie?- spytała po krótkim namyśle.
- Prawda.- Trzeba wybadać jej wyobraźnię, żeby nie wpakować się w jakieś gówno jak to czasem robiłem z Jaredem.
- Pieprzyłeś się kiedyś na perkusji?
- Nie, a ty?
- Sorry biorę wyzwanie.
- Prześpij się ze mną na perkusji.


***
Oto i jest :) Komentujcie! To bardzo zachęcające:)

2 komentarze:

  1. Super! ^^ Też piszę choć trochę inny gatunek i styl.

    Pozdrawiam,
    Echelon z Howrse ;P

    OdpowiedzUsuń
  2. Hehe, miło, że zajrzałaś. Dziękuję i mogła bym prosić linka jak masz bloga?

    OdpowiedzUsuń