poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Rozdział 1, cz.1

Jared
Po tym jak ten pieprzony gnojek rzucił nią o ścianę, wybiegł dyrektor (także Pastor) z swojego
gabinetu i zadzwonił po pogotowie. Siedziałem z Lee na podłodze jej bezładne ciało opierało się o
moje. Alan próbował uciec, ale złapał go Pastor. Shann stał przerażony naprzeciwko nas. Gdy już
pogotowie przyjechało, razem z Shannon'em pojechałem za karetką (zawiózł nas jakiś koleś ze
szkoły)  . Na miejscu czekali już jej rodzice.
- Co się stało?- Spytała się jej roztrzęsiona mama dziewczyny.
- Alen się wkurwił i ją tak załatwił.- Bardziej burknąłem pod nosem niż odpowiedziałem. Po
chodziłem trochę w kółko po korytarzu, po jakimś czasie kupiłem sobie kawę z automatu i usiadłem
obok Shannon'a.
- To moja wina.- Wyszeptał, opierając się łokciami o kolana. Nie wiedziałem jak miałem go
pocieszyć, więc tylko poklepałem go po plecach. Zdążyłem wypić kawę i za drzwi do sali wyszedł
lekarz.
- Mogę się domyśleć, że to Państwo są rodzicami Natalie.
- Co z nią?- Spytał się troskliwym głosem mężczyzna po trzydziestce.
- Ma lekki wstrząs mózgu. Po ranach na plecach zostanę blizny które z czasem zejdą. Jest na
silnych środkach przeciw bólowych, które powodują senność, więc będzie spać przez kilka godzin.-
Oznajmił chłodnym głosem.- Możecie do niej wejść.
Shannon
- Możemy tu zostać?- Spytałem, gdy jej rodzice wchodzili do sali w której spała.
- Tak oczywiście, wchodźcie.
- Jestem Samanta, a to mój mąż Josh.- Wyciągnęła rękę w moją stronę. Trzeba było jej przyznać, że
nawet w takiej sytuacji potrafiła zachować klasę.
- Shannon, a to Jared. - Odwzajemniłem gest i wskazałem na siedzącego na małej sofie Jay'a. Jak
on się tam tak szybko przedostał? Samanta zajęła miejsce koło szpitalnego łóżka, tuż obok niej
usiadł jej mąż.
   Spała tak jeszcze kilkanaście godzin. Może dla tego, że leki były silne, albo dla tego, że jak jej je
podali miała w organizmie końcówkę alkoholu.
 
Natalie
Gdy obudziłam, bez problemu mogłam stwierdzić, że był wieczór. Mama spała opierając głowę na
łóżku. Tato spał obok niej na krześle. Z tego co zauważyłam to Jared spał na małej niebieskiej sofie
naprzeciwko mojego łóżka. Ktoś kręcił się po pokoju w tą i z powrotem. Gdy tylko podniosłam się
na łokciach wszyscy się zerwali. Tym ktosiem okazał byś się Shannon, który razem z Jaredem
podeszli do mojego tymczasowego łóżka.  Po Jay'u było widać, że się nie wyspał.
- Jak się czujesz?- Spytała mama.
- Jeżeli istniejesz Boże to wiedź, że go zapierdolę jak z tond wyjdę.- Cisnęłam przez zęby,
całkowicie ignorując pytanie mamy.
- Kogo?- Myślałam, że Jey jest mądrzejszy.
- Twojego kochanego braciszka.
- O co Ci chodzi.- Spytali rodzice.
- Nie ważne.- Rzuciliśmy w trójkę po czym Shann dodał.
- To co się stało to głównie wina Alana, dyrektor już się nim ponoć zajął.  


***
Jak się podoba część 1 rozdziału? Postaram jak najszybciej przepisać resztę :)

piątek, 28 czerwca 2013

Prolog

Siedziałem na ławce, patrzałem się przed siebie. Siedziała tam ruda dziewczyna, nie jej włosy były czerwone, odcień był identyczny jak krew. Wyglądało to przerażająco zwłaszcza dla tego, że po jej prawym policzkiem łza, ale nie taka zwykła. To była krwista łza taka jak jej włosy. Powali wstałem i poszedłem w stronę. Podniosła głowę, przyglądała mi się tak jak bym był zjawą.
- Wszystko w porządku?- Spytałem niepewnie. Nic nie powiedziała, tylko wstała i pobiegła przed siebie. Chciałem ruszyć za nią, ale moje nogi jak by były przyklejone.
- Zaczekaj!- Krzyknąłem.

**
- Shannon!- Odtworzyłem powoli oczy i zobaczyłem nad sobą mojego młodszego brata.
- Chcę spać.- Wydukałem nie przytomny.
- Ja też, ale ty się tak darłeś przez sen, że się przeraziłem.
- Nie moja wina, że się horrorów na oglądałeś. I po co tu spać skoro za 5 minut zadzwoni budzik?- Spytałem, niestety dzisiaj był pierwszy dzień szkoły. Wstałem z łóżka i pobiegłem w stronę łazienki, po drodze popchnąłem Jared'a, żeby nie zajął mi łazienki na dobrą godzinę. ''Świnia'' usłyszałem, gdy zamknąłem drzwi. Jak się mogłem spodziewać i tak tam wparował po 10 minutach.
- Spieprzaj dzisiaj moja kolej, sam wpadłeś na pomysł z tym głupim grafikiem kto kiedy ma korzystać rano z łazienki, więc teraz czekaj. O tam. - Pokazałem na korytarz który znajdował się za mną, bo oczywiście Jay nie zamkną drzwi.
Gotowy do wyjścia czekałem na Jareda.
- Młody długo jeszcze?
- Nie a co?
- Autobus mamy, tak jakby teraz.
- Pierdolisz?
- Nie, choć.- Wyszliśmy na zewnątrz, zemknąłem tak szybko jak i pobiegliśmy w stronę przestanku. Tak jak myślałem spóźniliśmy się. Oparłem się o murek, i rozejrzałem się dookoła. Na ławce obok siedziała czerwonowłosa dziewczyna. Odcień był identyczny jak z mojego snu.
- Przepraszam, za ile następny autobus?- Spytał grzecznie Jay, to było dziwne.
- Za jakiś czas, ale nie martw się zdążycie do szkoły o ile z przestanku się przebiegniecie.
- Dzięki. Jestem Jared. - Wyciągną rękę w jej stronę.
- Natalie.- Odpowiedziała od zamieniając gest.
- To mój brat Shannon.- Spojrzała na mnie z lekkim zdziwieniem w oczach. Przysłuchiwałem się im w rozmowie dopóki nie przyjechał autobus. Przy okazji dowiedziałem się, że jest ode mnie o rok młodsza i chodzi z Jerrym do klasy.
- Ty zawsze taki cichy?- Spytała się mnie gdy zająłem miejsce naprzeciwko niej.
- Nie.- Odpowiedziałem.- Na pewno zdążymy?
- Raczej nie.- Wyraz twarzy Jaya zrobił się tak dziwny, że nie mogłem powstrzymać się od śmiechu. Natalie zresztą też. - Spokojnie na pierwszej godzinie mamy apel. Nikt nie zauważy, że nas na nim nie było. Potem normalnie lekcje, i po jakiś 7 godzinach nas wypuszczą.
- Mogłaś go nie uświadamiać, że mamy apel. Tak śmiesznie wyglądał.
- Wiem, ale jeszcze by zawału dostał i co by było.
- Czekaj to ty wiedziałeś, że mamy ten apel?- W odpowiedzi tylko przytaknąłem.
- Jay uspokój się, bo Ci żyłka pęknie.- Jak widać Lee też to zauważyła.- Jesteśmy. Teraz tylko pozostało nam przekupić woźnego.
- Jak to przekupić.- Jared, serio nie wiedział o co chodzi. Może dla tego, że zazwyczaj była to moja robota, albo dla tego, że bardzo rzadko się spóźniał.
- Normalnie, albo mieć silne argumenty dlaczego się spóźniliśmy, albo dać mu kasę.
- Ja pierdolę, twardo tu. - Mina Jay, w takich sytuacjach jest bez cenna.
- To szkoła katolicka, to dla tego. Choć i tak mamy szczęście bo nie musimy mieć mundurków.- Uświadomiła nas, dochodziliśmy już powoli do szkoły.
- Jak to katolicka?- Zapominał bym, Jay ostatnio przestał wierzyć w istnienie Boga.
- Nie chce mi się tłumaczyć. - Podeszliśmy pod główne drzwi, na szczęście woźnego nie było i jakaś baka która miała robotę w dupie go zastępowała. Po kilku godzinach trucia dupy przez nauczycieli, dwóch kartkówkach, w ogóle kto wpadł na pomysł, żeby robić kartkówki w pierwszy dzień szkoły. Łaskawie nas wypuścili, oczywiście była jeszcze modlitwa. Szczerze nie wiem za co mama chciała nas ukarać katolicką szkołą. Zapominałem to takie zadupie, że nie ma innej szkoły.

**
Natalie

- Constance prosiła, żebyś pomogła jej synowi w matematyce.
- Jaredowi?- Spytałam nie pewnie.- Dzisiaj dostał 6 z kartkówki.
- Shannonwi.- ''Co ty pierdolisz?'', pomyślałam, ale powstrzymałam się od tego, żeby powiedzieć to głośno.
- On jest ode mnie o rok starszy...
- Nie raz dawałaś korki starszym.- Tak, ale to był mój chłopak i wcale nie dawałam mu korków.
- Niech Ci będzie, o której?
- Za godzinę. - Zabiję kiedyś Cię kobieto, zabiję.
- Za godzinę jestem umówiona z Sam'em.- Odpowiedziałam. Wiem, że go nie lubi, ale to już przesada.
- Przełożysz.
- Nie.- Próbowałam wyjść z kuchni, ale ona zastawiła mi drogę.
- Obiecałam Constance. Poza tym to ja Ci sponsoruję bilety i dokładam do perkusji.- Zapomniałabym, koncert i perkusja.
- Dobra. Wrócę w nocy, albo rano.- Wysadziłam przed zęby. Po drodze zadzwoniłam do Sam'a i mu nakłamał, że muszę zająć się rodzeństwem, bo nie będzie rodziców. Skończyłam z nim rozmawiać i stojąc przed drzwiami domu Leto. Jak się okazało Jared mnie zauważył i otworzył drzwi.
- To ty będziesz dawać korki Shannowi?
- Hej. Tak to ja, ale zastanawia mnie jedno.
- Czemu ja nie się nie bawię w korki z Shannim?- Przytaknełam.- Wiesz ja chcę żyć, ale ty się o siebie nie martw. Shann nie uderzy żadnej laski. Więc mama załatwiła mu Ciebie. Wejdź.- Jay zaprowadził mnie do ich pokoju, a następnie z niego wyszedł.
- Od czego zaczynamy?- Spytałam, i to był mój błąd. Shann wyciągną z nocnej szafki wódkę, mając na twarzy śliczny uśmiech.
- Od tego!
**
Obudziły mnie promyki słońca które, wpadały przez nie do końca zasłonięte okno. Leżałam naga wtulona w nagi tors Shannona.
- Obudziła się śpiąca królewna.- Pocałował mnie delikatnie w czoło.- Co ty na powtórkę?- Tym razem pocałował mnie mocno i namiętnie w usta. Trzeba przyznać umiał całować. Fakt, że nie odwzajemniłam pocałunku najwyraźniej go zdziwił.

- Mam chłopaka.- Oznajmiłam, gdyby nigdy nic.
- Wcześniej Ci to nie przeszkadzało.
- Wcześniej byłam pijana. Jak się napiję robię różne rzeczy, a potem ich żałuję. Alkohol nie jest dla mnie, choć i tak przy każdej okazji piję. - Wypowiedziałam bez namysłu po czym tak samo bez namysłu dodałam. -Choć trzeba przyznać w łóżku jesteś zajebisty.
- Myślałem, że urwał Ci się film.- Wtrącił się Jared. - Nie bawię się w trójkąty z bratem jak coś.
- Myliłeś się. A teraz szczerze gdzie łazienka?- Spytałam, gdy poczułam mdłości. Tak jak wspomniałam, alkohol mi nie służy.
- Na przeciwko schodów.- Odpowiedzieli jednocześnie, w mgnieniu oka.




Shannon

- Czy ona właśnie wybiegła nago?- Spytał Jared.- Ma zajebiste ciało.
- Wiem. Mama w domu?- Zaprzeczył.- Weź jej daj jakąś koszulkę, szlafrok czy cokolwiek, tylko żeby tam nago nie rzygała.
- Czemu sam tego nie zrobisz? Twoja wina, że teraz sobie nago rzyga.- Myślałem, że zdał sobie sprawę, że też jestem nago.- A no racja.- Gdy tylko Jay wyszedł z pokoju ubrałem się i zacząłem ogarniać. Szkoła zaczynała się za około godzinę więc miałem czas, żeby do końca wytrzeźwieć. Trochę bardziej niż o siebie martwiłem się o Natalie,.
Z naszej rozmowy, gdy byliśmy dosyć wstawieni dowiedziałem się, że: ma czwórkę rodzeństwa, często się przeprowadzają, jej rodzina jest bardzo katolicka, ale ona sama w Boga nie wieży, ma bardzo dobre oceny, uchodzi za cichą i grzeczną dziewczynkę, ale tak naprawdę nią nie jest.
- Shannon?- Wyciągnęła mnie z rozmyśleń już całkowicie ubrana.
- Tak wiem, dzisiaj w nocy uczyłaś mnie do upadłego. O koło 2 zasnęłaś, więc położyłem Cię na kanapie i przykryłem kocem, a sam poszedłem spać do mojego pokoju, gdzie już spał Jared.
- Dokładnie. Przyjdę dzisiaj, żeby to nadrobić. Nie powinniśmy wychodzić?
- Powinniśmy.- Ogłosił Jay.- Masz leczy kaca.

Wybiegliśmy z autobusu, tak jak większość osób które nie chciały się spóźnić. W środku budynku, wyglądał jak by się czas zatrzymał, w głośnikach było słuchać modlitwę. To oznaczało, że większość osób się modliło, poprawka wszyscy poza naszą trójką. W połowie modlitwy do Lee podszedł jej chłopak, przez co ona dostała dzikiego napadu śmiechu. To było dziwne, on szeptał jej coś do ucha, a ona zwijała się ze śmiechu.
- Nie powinniście się modlić?- Spytała się jedna z nauczycielek.
- Nie wierzę w Boga. Zapomniała Pani?- Wysadziła jej prosto w twarz czerwonowłosa.
- To szkoła katolicka, modlitwa to obowiązek szkolny.- Wszyscy nagle patrzyli się na naszą piątkę.
- Ta szkoła jest pojebana, zresztą jak każda inna. Myślę, że Bóg o ile istnienie ma to samo zdanie co ja.- Dodałem, z uśmiechem na twarzy.
- Cała czwórka do detektora.- Po drodze, czułem na sobie spojrzenia innych. Jared i jej chłoptaś mieli do mnie pretensje, ale przecież to ona zaczęła, a ja dodałem swoje pięć groszy.
- Przepraszam Alen, serio nie chciałam. Powinieneś mnie zrozumieć.- Dziewczyna tłumaczyła się mu, gdy my czekaliśmy aby wejść do gabinetu.- Wynagrodzę Ci to tak jak lubisz, obiecuję.
- Zastanowię się.
- Czy Ciebie już do końca pojebało?- Spytałem się Alanka.
- O co Ci chodzi?
- Dziewczyna powiedziała swoje zdanie, przeprasza Cię za to i obiecuje, że Ci to wynagrodzi. A ty wyskakujesz z ''zastanowię się''. Powiem Ci tyle, ona jest zajebista w łóżku i z tobą najwidoczniej się marnuje.

Natalie

Po słowach które powiedział Shannon miałam ochotę go zabić, choć dalej stałam koło Alana.
- Spałeś z nią.
- Tak, wczoraj. Sorki raczej dzisiaj koło drugiej. Jak byś się zastanawiał to wcześniej piliśmy.- Czułam jak się trzęsę, Jared siedział i spoglądał na mnie. Alan przez dłuższą chwile spoglądał na Shannona, po chwili na mnie
- Ty pieprzona dziwko.- Złapał mnie za nadgarstki i przycisnął do ściany. Próbowałam się uwalić, ale trzymał mnie za mocno.- Odwołałaś spotkanie ze mną, żeby się z nim pieprzyć. Powiedz jak często to robisz? Za każdym razem jak komuś dajesz korki?
- Byłam pijana, wiesz jak procenty na mnie działają.- Uderzył mną o ścinę, moja górna część ciała, wylądowała na szklanej półce z pucharami. Głową uderzyłam o mocny drewniany krzyż. Puścił mnie, i osunęłam się na ziemię. Czułam jak z rozciętych pleców leciały mi strumyki krwi. Byłam półprzytomna. Wiedziałam, że Alen robi zamach aby mnie uderzyć, ale tym razem Shannon go odciągną.
- Natalie słyszysz mnie?- Spytał mnie Jared, lekko pokiwałam głową, która okropnie mnie bolała. Wszystko co przed chwilą widziałam normalnie, zamazywało się. Aż w końcu nastała ostateczna ciemność.

-----
Hej! Jak wam się podobał prolog? Nie jest za długi?