Jared
Po tym jak ten pieprzony gnojek rzucił nią o ścianę, wybiegł dyrektor (także Pastor) z swojego
gabinetu i zadzwonił po pogotowie. Siedziałem z Lee na podłodze jej bezładne ciało opierało się o
moje. Alan próbował uciec, ale złapał go Pastor. Shann stał przerażony naprzeciwko nas. Gdy już
pogotowie przyjechało, razem z Shannon'em pojechałem za karetką (zawiózł nas jakiś koleś ze
szkoły) . Na miejscu czekali już jej rodzice.
- Co się stało?- Spytała się jej roztrzęsiona mama dziewczyny.
- Alen się wkurwił i ją tak załatwił.- Bardziej burknąłem pod nosem niż odpowiedziałem. Po
chodziłem trochę w kółko po korytarzu, po jakimś czasie kupiłem sobie kawę z automatu i usiadłem
obok Shannon'a.
- To moja wina.- Wyszeptał, opierając się łokciami o kolana. Nie wiedziałem jak miałem go
pocieszyć, więc tylko poklepałem go po plecach. Zdążyłem wypić kawę i za drzwi do sali wyszedł
lekarz.
- Mogę się domyśleć, że to Państwo są rodzicami Natalie.
- Co z nią?- Spytał się troskliwym głosem mężczyzna po trzydziestce.
- Ma lekki wstrząs mózgu. Po ranach na plecach zostanę blizny które z czasem zejdą. Jest na
silnych środkach przeciw bólowych, które powodują senność, więc będzie spać przez kilka godzin.-
Oznajmił chłodnym głosem.- Możecie do niej wejść.
Shannon
- Możemy tu zostać?- Spytałem, gdy jej rodzice wchodzili do sali w której spała.
- Tak oczywiście, wchodźcie.
- Jestem Samanta, a to mój mąż Josh.- Wyciągnęła rękę w moją stronę. Trzeba było jej przyznać, że
nawet w takiej sytuacji potrafiła zachować klasę.
- Shannon, a to Jared. - Odwzajemniłem gest i wskazałem na siedzącego na małej sofie Jay'a. Jak
on się tam tak szybko przedostał? Samanta zajęła miejsce koło szpitalnego łóżka, tuż obok niej
usiadł jej mąż.
Spała tak jeszcze kilkanaście godzin. Może dla tego, że leki były silne, albo dla tego, że jak jej je
podali miała w organizmie końcówkę alkoholu.
Natalie
Gdy obudziłam, bez problemu mogłam stwierdzić, że był wieczór. Mama spała opierając głowę na
łóżku. Tato spał obok niej na krześle. Z tego co zauważyłam to Jared spał na małej niebieskiej sofie
naprzeciwko mojego łóżka. Ktoś kręcił się po pokoju w tą i z powrotem. Gdy tylko podniosłam się
na łokciach wszyscy się zerwali. Tym ktosiem okazał byś się Shannon, który razem z Jaredem
podeszli do mojego tymczasowego łóżka. Po Jay'u było widać, że się nie wyspał.
- Jak się czujesz?- Spytała mama.
- Jeżeli istniejesz Boże to wiedź, że go zapierdolę jak z tond wyjdę.- Cisnęłam przez zęby,
całkowicie ignorując pytanie mamy.
- Kogo?- Myślałam, że Jey jest mądrzejszy.
- Twojego kochanego braciszka.
- O co Ci chodzi.- Spytali rodzice.
- Nie ważne.- Rzuciliśmy w trójkę po czym Shann dodał.
- To co się stało to głównie wina Alana, dyrektor już się nim ponoć zajął.
***
Jak się podoba część 1 rozdziału? Postaram jak najszybciej przepisać resztę :)
Jeeeny extra sie zaczyna :D
OdpowiedzUsuńDzięki i tak, wiem XDDD
OdpowiedzUsuń